Przeglądając akta metrykalne i łącząc odległe gałęzie, nagle zatrzymałam wzrok na jednym nazwisku. Marek Obertyn. Ten głos, ta charyzma... jako widzowie znaliśmy go z dziesiątek ról teatralnych, filmowych (choćby w „Ekstradycja 3", „Prawo ojca", „07 zgłoś się" oraz „Na kłopoty Bednarski") czy dubbingowych („Garfield", „Harry Potter" i wiele innych). Okazało się, że ten wybitny aktor to nie tylko postać z ekranu, ale mój krewny.
To niesamowite uczucie, gdy oglądasz film i uświadamiasz sobie: „Mamy wspólne korzenie". Nagle historia kina staje się częścią mojej osobistej historii.